O potrzebie akceptacji, lęku przed oceną i wolności bycia sobą

„Mam gdzieś, co myślą o mnie inni”.
To zdanie słyszymy coraz częściej. Mówimy je wtedy, kiedy chcemy pokazać, że jesteśmy niezależni, silni i nie pozwalamy innym decydować o naszym życiu.
I czasami rzeczywiście tak jest.
Czasami przychodzi moment, w którym człowiek naprawdę przestaje żyć pod dyktando cudzych opinii. Przestaje się tłumaczyć. Nie potrzebuje już wszystkim udowadniać, że ma rację. Nie zastanawia się godzinami, czy ktoś go dobrze ocenił.
Ale jest też druga możliwość.
Możemy mówić „mam to gdzieś”, a w środku bardzo przeżywać to, co ktoś o nas pomyśli.
Możemy udawać obojętność, ponieważ tak naprawdę bardzo zależy nam na akceptacji.
I właśnie dlatego warto przyjrzeć się temu zdaniu trochę bliżej.
Dlaczego w ogóle tak bardzo interesuje nas opinia innych?
Bo jesteśmy ludźmi.
Potrzeba przynależności i akceptacji nie jest żadną naszą słabością. Od początku życia jesteśmy zależni od innych. Dziecko potrzebuje dorosłego, żeby czuć się bezpiecznie. Potrzebuje jego uwagi, obecności i akceptacji.
Mały człowiek bardzo szybko zaczyna więc obserwować:
„Czy mama jest zadowolona?”
„Czy tata mnie pochwali?”
„Czy zrobiłem coś dobrze?”
„Czy jestem wystarczająco dobry?”
W dzieciństwie uczymy się również, co sprawia, że jesteśmy akceptowani, a co powoduje krytykę, złość albo odrzucenie.
Jedno dziecko może nauczyć się:
„Mogę być sobą. Nie muszę być idealny, żeby być kochany”.
Inne:
„Żeby mnie lubiano, muszę spełniać oczekiwania”.
I to drugie przekonanie może zostać z człowiekiem na bardzo długo.
Nie zawsze boimy się tego, że ktoś ma o nas złe zdanie. Czasem boimy się tego, co jego zdanie będzie oznaczało dla nas.
Że jesteśmy niewystarczający.
Że zrobiliśmy coś źle.
Że ktoś nas odrzuci.
Że zostaniemy sami.
Że ktoś przestanie nas lubić.
Dlatego opinia innych potrafi mieć nad nami tak dużą władzę.
„Co oni powiedzą?”
To jedno z najbardziej znanych zdań.
„A co ludzie powiedzą?”
„Co rodzina pomyśli?”
„Co sąsiedzi powiedzą?”
„Jak ja się pokażę ludziom?”
Przez lata może ono wpływać na nasze decyzje bardziej, niż zdajemy sobie sprawę.
Nie zmieniamy pracy, choć jesteśmy w niej nieszczęśliwi.
Nie kończymy relacji, która od dawna nam nie służy.
Nie zakładamy tego, co naprawdę nam się podoba.
Nie zaczynamy czegoś nowego, bo ktoś może powiedzieć, że „w tym wieku to już nie wypada”.
Nie prosimy o pomoc, bo boimy się, że ktoś uzna nas za słabych.
Nie mówimy „nie”, bo nie chcemy nikogo rozczarować.
I nawet nie zawsze zauważamy, że decyzję podejmuje za nas nie nasze pragnienie, ale wyobrażenie o tym, co inni pomyślą.
A przecież inni ludzie i tak będą myśleć
To może być trochę niewygodne, ale jest w tym dużo wolności.
Ludzie będą mieli swoje opinie.
Niezależnie od tego, co zrobimy.
Jeśli będziemy pracować dużo – ktoś powie, że za dużo pracujemy.
Jeśli odpoczniemy – ktoś może powiedzieć, że jesteśmy leniwi.
Jeśli wydamy pieniądze – ktoś uzna, że niepotrzebnie.
Jeśli będziemy oszczędzać – ktoś powie, że jesteśmy skąpi.
Jeśli zmienimy życie – ktoś powie, że zwariowaliśmy.
Jeśli niczego nie zmienimy – ktoś stwierdzi, że stoimy w miejscu.
Nie da się przeżyć życia w taki sposób, żeby wszystkim odpowiadało to, co robimy.
Dlatego pytanie nie brzmi:
„Jak sprawić, żeby wszyscy mnie zaakceptowali?”
Bo tego zrobić się nie da.
Lepsze pytanie brzmi:
„Czy ja potrafię zaakceptować siebie, nawet jeśli ktoś mnie nie zaakceptuje?”
I tutaj zaczyna się prawdziwa praca.

„Mam gdzieś” może być obroną
Warto też uważać na jedną rzecz.
Czasami zdanie „mam gdzieś, co myślą inni” wypowiadamy z ogromną złością.
„Nie obchodzi mnie, co o mnie mówią!”
„Nie potrzebuję nikogo!”
„Nie zależy mi na ich zdaniu!”
I może rzeczywiście nie chcemy już podporządkowywać się innym.
Ale czasami pod tą złością znajduje się coś zupełnie innego.
Zranienie.
Żal.
Wstyd.
Rozczarowanie.
Potrzeba bycia zauważonym.
Bo jeżeli naprawdę jest nam wszystko jedno, co ktoś o nas myśli, zazwyczaj nie potrzebujemy tego długo tłumaczyć.
Po prostu żyjemy.
To nie musi być głośne.
Spokój nie musi mówić: „Mam was gdzieś”. Spokój często mówi: „Możesz myśleć o mnie, co chcesz. Ja wiem, kim jestem”.
To ogromna różnica.
Czy można żyć bez akceptacji innych?
Nie całkowicie.
I nie sądzę, żebyśmy tego potrzebowali.
Potrzebujemy relacji. Potrzebujemy bliskości. Chcemy być ważni dla innych ludzi. Naturalne jest, że zależy nam na opinii osób, które kochamy.
Jeżeli mój partner, dziecko czy przyjaciel mówi mi coś ważnego, chcę tego słuchać.
Problem pojawia się wtedy, kiedy potrzeba akceptacji zaczyna wymagać ode mnie rezygnacji z siebie.
Kiedy zgadzam się na coś, czego nie chcę.
Kiedy milczę, choć chcę coś powiedzieć.
Kiedy przepraszam za samo istnienie swoich potrzeb.
Kiedy całe życie próbuję być taką osobą, jakiej oczekują ode mnie inni.
Wtedy cena akceptacji staje się zbyt wysoka.
Co się dzieje, kiedy ciągle próbujemy podobać się innym?
Na początku może być nawet przyjemnie.
Dostajemy pochwałę.
Ktoś jest zadowolony.
Nikt się nie złości.
Mamy poczucie, że wszystko jest w porządku.
Ale z czasem zaczynamy coraz mniej wiedzieć, czego właściwie chcemy.
Bo przez cały czas patrzymy na zewnątrz.
„Czy to będzie dobrze odebrane?”
„Czy nikogo nie urażę?”
„Czy się nie wygłupię?”
„Czy ktoś mnie nie skrytykuje?”
I w pewnym momencie można mieć bardzo poprawne życie, a jednocześnie czuć, że to nie jest do końca moje życie.
A co daje wolność od cudzej opinii?

Nie obojętność.
Wolność.
Możliwość powiedzenia:
„Rozumiem, że masz inne zdanie”.
I jednocześnie:
„Ja wybieram inaczej”.
Możliwość wysłuchania krytyki bez natychmiastowego rozpadu własnej wartości.
Możliwość przyjęcia pochwały bez uzależniania od niej swojego poczucia, że jestem dobry.
Możliwość zmiany zdania.
Możliwość powiedzenia „nie wiem”.
Możliwość bycia niedoskonałym.
To jest zupełnie inny rodzaj siły.
Nie musisz przestać przejmować się ludźmi
Może to właśnie jest najważniejsze.
Dojrzałość nie polega na tym, że przestajemy się przejmować innymi.
Nie chodzi o to, żeby stać się człowiekiem, który mówi:
„Mam gdzieś wszystkich”.
Chodzi raczej o to, żeby umieć powiedzieć:
„Zależy mi na ludziach, ale nie chcę zgubić siebie”.
Mogę słuchać.
Mogę brać pod uwagę.
Mogę się zastanowić, czy ktoś nie ma racji.
Mogę nawet zmienić swoje zachowanie.
Ale nie dlatego, że boję się odrzucenia.
Tylko dlatego, że sama uznaję, że chcę coś zmienić.
To ogromna różnica.
Małe ćwiczenie: czy to jest naprawdę moje?
Przy najbliższej decyzji, w której poczujesz niepewność, zatrzymaj się na chwilę.
Nie pytaj od razu:
„Co inni o tym pomyślą?”
Zadaj sobie najpierw cztery pytania:
1. Czego ja naprawdę chcę?
2. Czego się boję, jeśli zrobię po swojemu?
3. Czy podejmuję tę decyzję z własnych potrzeb, czy ze strachu przed oceną?
4. Gdybym wiedziała, że nikt mnie nie oceni, co bym wybrała?
Nie chodzi o to, żeby za każdym razem robić dokładnie to, co podpowiada odpowiedź.
Chodzi o coś prostszego.
Zacząć siebie słyszeć.
Bo jeżeli przez wiele lat pytaliśmy wszystkich dookoła, co powinniśmy zrobić, możemy potrzebować trochę czasu, żeby znowu usłyszeć własny głos.
I może właśnie o to chodzi
Być może celem nie jest dojście do miejsca, w którym naprawdę „mamy gdzieś”, co myślą o nas inni.
Bo czasami będziemy się tym przejmować.
Jesteśmy ludźmi.
Ktoś nas zrani, coś powie, skrytykuje. Oczywiście, że możemy to przeżyć.
Celem nie jest brak emocji.
Celem jest nie oddawać innym ludziom prawa do decydowania o naszej wartości.
Ktoś może uważać, że jesteśmy zbyt głośni.
Ktoś inny, że zbyt cisi.
Ktoś może uważać, że podjęliśmy złą decyzję.
Jeszcze ktoś może nas nie polubić.
I to wszystko może być prawdą.
A mimo to możemy nadal być w porządku.
Nie potrzebujesz zgody wszystkich ludzi, żeby żyć swoim życiem. Potrzebujesz odwagi, żeby przestać opuszczać siebie za każdym razem, kiedy ktoś ma inne zdanie.
Może więc zamiast mówić:
„Mam gdzieś, co myślą o mnie inni”,
warto czasem powiedzieć:
„Słyszę, co myślą inni. Ale chcę też usłyszeć siebie”.
I być może właśnie od tego zaczyna się prawdziwa wolność.