O tym, dlaczego tak trudno odpuścić, zaufać i pozwolić życiu być choć trochę poza naszym planem
Kontrola daje nam coś bardzo kuszącego – poczucie bezpieczeństwa.
Kiedy wiem, co się wydarzy, kiedy mam wszystko zaplanowane, kiedy przewiduję możliwe problemy i przygotowuję się na każdą ewentualność, przez chwilę czuję spokój.
„Mam to pod kontrolą”.
To zdanie potrafi naprawdę uspokajać.
Tylko że jest jeden problem.
Życie nigdy nie będzie w całości pod naszą kontrolą.
I im bardziej próbujemy je kontrolować, tym więcej energii potrzebujemy, żeby utrzymać poczucie, że wszystko jest w porządku.
Możemy więc całe życie próbować zabezpieczyć się przed tym, co nieprzewidywalne, a jednocześnie coraz bardziej się męczyć.
Bo kontrola daje poczucie bezpieczeństwa, ale często wystawia nam za to rachunek.
Kontrola nie zawsze wygląda tak, jak myślimy
Kiedy słyszymy słowo „kontrola”, możemy pomyśleć o kimś, kto rozkazuje innym, sprawdza ich i chce decydować za wszystkich.
Ale kontrola może być znacznie bardziej subtelna.
To może być kobieta, która musi wszystko zaplanować.
Mężczyzna, który nie potrafi delegować żadnego zadania, bo „nikt nie zrobi tego tak dobrze”.
Matka, która ciągle sprawdza, czy dziecko na pewno sobie poradzi.
Partner, który chce wiedzieć, gdzie druga osoba jest i z kim się spotyka.
Osoba, która przed każdą rozmową układa w głowie dziesięć możliwych scenariuszy.
Ktoś, kto nie potrafi wyjechać na urlop bez dokładnego zaplanowania każdego dnia.
Albo ktoś, kto po wysłaniu wiadomości kilka razy sprawdza telefon, zastanawiając się, dlaczego druga osoba jeszcze nie odpisała.
Można również kontrolować siebie.
Swoje emocje.
Swoje zachowanie.
Swoje słowa.
Swoje potrzeby.
Możemy godzinami zastanawiać się, czy czegoś nie powiedzieliśmy nie tak. Czy ktoś się nie obraził. Czy nie popełniliśmy błędu.
I wtedy kontrola przestaje być tylko organizowaniem życia.
Staje się sposobem radzenia sobie z niepewnością.
Skąd w ogóle bierze się potrzeba kontroli?
Najczęściej kontrola nie pojawia się bez powodu.
Człowiek uczy się jej tam, gdzie trudno było czuć się bezpiecznie.
Jeżeli dorastaliśmy w środowisku, w którym dużo rzeczy było nieprzewidywalnych, mogliśmy nauczyć się bardzo wcześnie obserwować otoczenie.
Czy wszystko jest w porządku?
Jaki dziś będzie humor rodzica?
Czy wydarzy się coś złego?
Czy trzeba będzie szybko zareagować?
Czy lepiej nic nie mówić?
Dziecko nie myśli wtedy: „Nauczę się kontrolować swoje życie”.
Po prostu szuka sposobu, żeby poczuć się bezpiecznie.
Zaczyna przewidywać.
Dostosowywać się.
Pilnować.
Być grzeczne.
Robić wszystko jak najlepiej.
I jeśli taki sposób działania przynosi choć trochę spokoju, zostaje z nami.
Później jesteśmy już dorośli, sytuacja dawno się zmieniła, ale mechanizm nadal działa.
Tyle że teraz nie kontrolujemy już tylko tego, co dzieje się wokół nas.
Próbujemy kontrolować całe życie.
„Jeśli wszystko dobrze zaplanuję, nic złego się nie wydarzy”
To jedna z najczęstszych pułapek.
Planowanie samo w sobie jest dobre. Dzięki niemu organizujemy pracę, pieniądze, podróże i codzienne obowiązki.
Problem pojawia się wtedy, kiedy zaczynamy wierzyć, że dobry plan może zagwarantować nam bezpieczeństwo.
Nie może.
Możemy wszystko zaplanować i ktoś zachoruje.
Możemy bardzo uważać, a coś się nie uda.
Możemy być dla kogoś najlepsi, a mimo to ta osoba podejmie decyzję, której się nie spodziewaliśmy.
Możemy zrobić wszystko „jak należy”, a życie i tak przyniesie coś, czego nie przewidzieliśmy.
I właśnie z tym najtrudniej pogodzić się osobie, która mocno kontroluje.
Nie z tym, że nie umie planować.
Tylko z tym, że nie ma pełnej kontroli nad wynikiem.
Najtrudniejsze są relacje
W pracy kontrola czasami nawet działa.
Mamy zadanie, termin, plan i możemy wiele rzeczy dopilnować.
W relacjach jest inaczej.
Nie możemy kontrolować drugiego człowieka.
Nie możemy sprawić, żeby ktoś nas kochał.
Nie możemy zagwarantować, że ktoś nas nie zrani.
Nie możemy zdecydować, co ktoś poczuje.
Nie możemy zmusić drugiej osoby do rozmowy, zmiany czy pozostania z nami.
A jednak próbujemy.
Pytamy:
„Co się stało?”
„Dlaczego nie odpisujesz?”
„Na pewno wszystko jest dobrze?”
„Jesteś pewien?”
„A co będzie, jeśli…?”
Czasami pod kontrolą ukrywa się po prostu strach.
Strach przed utratą.
Przed odrzuceniem.
Przed samotnością.
Przed tym, że wydarzy się coś, na co nie będziemy przygotowani.
Dlatego kontrolujący człowiek nie zawsze chce kogoś ograniczać.
Czasami po prostu bardzo chce poczuć się bezpiecznie.
Tylko jaka jest cena?
Pierwszą ceną jest zmęczenie.
Jeżeli cały czas muszę obserwować, przewidywać, analizować i zabezpieczać się, mój umysł właściwie nigdy nie odpoczywa.
Nawet kiedy siedzę na kanapie, mogę nadal „pracować”.
Sprawdzam.
Myślę.
Przewiduję.
Rozwiązuję problemy, które jeszcze się nie wydarzyły.
Drugą ceną jest utrata spontaniczności.
Trudniej cieszyć się tym, co właśnie się dzieje, kiedy głowa cały czas pyta:
„Co będzie dalej?”
Trzecią – relacje.
Bo kiedy próbujemy kontrolować innych, oni zaczynają czuć, że nie mają przestrzeni.
Kontrola może wyglądać jak troska, ale dla drugiej osoby może być ciężarem.
I wreszcie jest jeszcze jedna cena – odcinamy się od zaufania.
Jeżeli wszystko musi być pod moją kontrolą, trudno mi uwierzyć, że poradzę sobie również wtedy, kiedy coś pójdzie inaczej.
Kontrola i poczucie własnej wartości
Czasami kontrola daje nam również poczucie, że jesteśmy potrzebni.
„Jeśli ja tego nie zrobię, nikt nie zrobi”.
„Wszyscy na mnie liczą”.
„Muszę to ogarnąć”.
I rzeczywiście – możemy być bardzo kompetentni, odpowiedzialni i skuteczni.
Tylko warto zadać sobie pytanie:
Czy jestem wartościowa dlatego, że wszystko potrafię utrzymać w swoich rękach?
Bo jeżeli odpowiedź brzmi „tak”, odpuszczanie będzie bardzo trudne.
Kiedy niczego nie organizuję, nie rozwiązuję i nie naprawiam, mogę poczuć się niepotrzebna.
A przecież moja wartość nie powinna zależeć od tego, ile rzeczy potrafię kontrolować.
Odpowiedzialność to nie to samo co kontrola
To rozróżnienie może bardzo wiele zmienić.
Odpowiedzialność mówi:
„Zrobię to, co należy do mnie”.
Kontrola mówi:
„Muszę dopilnować, żeby wszystko było dobrze”.
Odpowiedzialność oznacza, że dbam o swoje zachowanie, swoje decyzje i swoje granice.
Kontrola zaczyna się tam, gdzie próbuję przejąć odpowiedzialność za to, co należy do kogoś innego albo czego w ogóle nie mogę zmienić.
Mogę powiedzieć komuś, co czuję.
Nie mogę zdecydować, co on poczuje.
Mogę zrobić swoją część pracy.
Nie mogę zagwarantować, że wszystko się uda.
Mogę zadbać o swoje zdrowie.
Nie mogę zagwarantować sobie, że nigdy nie zachoruję.
Mogę kochać drugiego człowieka.
Nie mogę zagwarantować, że nigdy mnie nie zrani.
I właśnie tutaj zaczyna się zaufanie.
Czy odpuszczenie oznacza, że przestaję się starać?
Nie.
To bardzo częste nieporozumienie.
Odpuszczenie nie oznacza bierności.
Nie oznacza: „Co ma być, to będzie”.
Nie oznacza również rezygnacji z odpowiedzialności.
Oznacza raczej:
„Zrobię to, co jest moje, a potem pozwolę życiu zrobić swoją część”.
To ogromna różnica.
Możesz przygotować się do rozmowy, ale nie musisz kontrolować jej przebiegu.
Możesz zaplanować podróż, ale nie musisz kontrolować pogody.
Możesz powiedzieć komuś, że go kochasz, ale nie musisz kontrolować jego odpowiedzi.
Możesz zrobić wszystko, co od Ciebie zależy – i zatrzymać się.
A co, jeśli nie będę kontrolować?
Właśnie tutaj pojawia się lęk.
„A jeśli coś się wydarzy?”
„A jeśli sobie nie poradzę?”
„A jeśli odpuszczę i wszystko się rozsypie?”
Nie ma uczciwej odpowiedzi, która zagwarantuje, że nic złego się nie wydarzy.
Ale jest inna odpowiedź:
Możliwe, że nie wszystko będzie po mojej myśli. I możliwe, że mimo tego sobie poradzę.
To jest zupełnie inny rodzaj bezpieczeństwa.
Nie bezpieczeństwo wynikające z przekonania:
„Nic złego się nie wydarzy”.
Tylko:
„Nawet jeśli wydarzy się coś trudnego, będę umiała się tym zająć”.
I być może właśnie na tym polega prawdziwe zaufanie.
Nie na pewności, że życie będzie bezpieczne.
Ale na zaufaniu do siebie, że poradzę sobie również wtedy, kiedy nie będę znała odpowiedzi.
Ćwiczenie: co jest moje, a co nie?
Weź kartkę i podziel ją na dwie części.
Po jednej stronie napisz:
TO JEST MOJE.
Po drugiej:
TEGO NIE MOGĘ KONTROLOWAĆ.
Teraz wpisz konkretną sytuację, która ostatnio zajmuje Ci głowę.
Na przykład relację z partnerem.
Po stronie „To jest moje” możesz zapisać:
– mogę powiedzieć, co czuję,
– mogę postawić granicę,
– mogę zdecydować, jak chcę się zachować,
– mogę zadbać o siebie,
– mogę zapytać, zamiast się domyślać.
Po drugiej stronie:
– co druga osoba pomyśli,
– co poczuje,
– jaką podejmie decyzję,
– czy zmieni swoje zachowanie,
– co wydarzy się w przyszłości.
I teraz spójrz na obie strony.
Być może zauważysz, ile energii poświęcasz na rzeczy, które nigdy nie były w Twoich rękach.
Drugie ćwiczenie – małe odpuszczenie
Wybierz jedną niewielką rzecz, którą zwykle kontrolujesz.
Nie wszystko.
Jedną.
Może nie sprawdzisz po raz kolejny, czy ktoś odpisał.
Może pozwolisz komuś zrobić coś po swojemu.
Może nie zaplanujesz całego wolnego dnia.
Może nie poprawisz czegoś, co zrobiła inna osoba.
Zauważ, co pojawia się w ciele.
Napięcie?
Niepokój?
Irytacja?
Chęć natychmiastowego działania?
Nie musisz z tym walczyć.
Po prostu zauważ:
„Mój umysł chce teraz odzyskać kontrolę”.
I pozwól sobie przez chwilę nie reagować.
To mały krok, ale bardzo ważny.
Bo odpuszczania nie uczymy się poprzez wielkie decyzje.
Uczymy się go w codziennych, małych sytuacjach.
Może bezpieczeństwo wygląda inaczej, niż myśleliśmy
Przez wiele lat możemy próbować zbudować bezpieczeństwo poprzez kontrolowanie świata.
Pilnować.
Przewidywać.
Zabezpieczać.
Sprawdzać.
Planować.
A może prawdziwe poczucie bezpieczeństwa zaczyna się gdzie indziej.
Nie od przekonania:
„Wszystko będzie tak, jak chcę”.
Tylko:
„Nie wiem, co się wydarzy. Ale ufam sobie, że sobie poradzę”.
To pozwala odetchnąć.
Pozwala przestać być cały czas na straży.
Pozwala być bardziej obecnym w swoim życiu.
Bo kiedy przestajemy kontrolować każdą chwilę, zaczynamy ją naprawdę przeżywać.
I być może właśnie dlatego warto czasem zadać sobie proste pytanie:
Czy ja naprawdę potrzebuję teraz coś zrobić, czy po prostu trudno mi wytrzymać, że nie wiem, co będzie dalej?
Nie każda rzecz wymaga rozwiązania.
Nie każda emocja wymaga działania.
Nie każda sytuacja potrzebuje naszej interwencji.
Czasami możemy zrobić swoją część.
A potem odłożyć ręce.
I pozwolić życiu wydarzyć się trochę po swojemu.
To nie jest rezygnacja z odpowiedzialności.
To jest krok w stronę zaufania.
A może czas już puścić?
Być może przez długi czas kontrola była Ci potrzebna. Pomagała Ci czuć się bezpiecznie, przewidywać, zabezpieczać się przed rozczarowaniem i mieć poczucie, że nad czymś panujesz. I nie chodzi o to, żeby dziś z dnia na dzień wszystko puścić.
Możesz jednak zacząć zauważać, gdzie kontrola przestała Ci służyć. Gdzie zamiast dawać Ci bezpieczeństwo, zaczyna odbierać Ci spokój. Gdzie zamiast pomagać Ci żyć, sprawia, że jesteś ciągle czujna, napięta i zmęczona.
Bo prawdziwe poczucie bezpieczeństwa nie zawsze polega na tym, że wiem, co się wydarzy. Czasem polega na tym, że ufam sobie, że poradzę sobie również wtedy, gdy nie będę wiedzieć.
To właśnie jest droga od lęku i kontroli do spokoju i zaufania.
O tej drodze napisałam w moim e-booku „Powrót do siebie. Jak wyjść z lęku, puścić kontrolę i nauczyć się ufać”. To książka o tym, jak krok po kroku rozpoznawać mechanizmy lęku i kontroli, odzyskiwać kontakt ze sobą i budować w sobie więcej spokoju i zaufania.
Jeśli czujesz, że to jest właśnie moment, w którym chcesz przestać wszystko kontrolować i zacząć żyć z większym zaufaniem do siebie i życia, zapraszam Cię do tej drogi.
Powrót do siebie zaczyna się wtedy, kiedy przestajesz walczyć ze sobą i zaczynasz sobie ufać.
E-book znajdziesz na mojej stronie annakitela.pl.