Narzekanie jest tak powszechne, że często nawet go nie zauważamy.
„Ale dziś gorąco…”
„Znowu wszystko drożeje.”
„Nic się nie układa.”
„Kiedyś to było lepiej.”
Takie zdania słyszymy niemal każdego dnia. W sklepie, na przystanku, przy rodzinnym stole, a czasem… we własnej głowie.
Czy to oznacza, że jesteśmy pesymistami?
Niekoniecznie.

Nasz mózg nie szuka szczęścia. Szuka bezpieczeństwa.
To może być zaskakujące, ale mózg człowieka został zaprogramowany przede wszystkim do przetrwania.
Przez tysiące lat nasi przodkowie musieli szybko zauważać zagrożenia. Ci, którzy dostrzegali niebezpieczeństwo wcześniej, mieli większą szansę przeżyć.
Dlatego do dziś nasz umysł łatwiej wychwytuje to, co trudne, niż to, co dobre.
Jedna krytyczna uwaga potrafi zostać z nami na cały dzień, a dziesięć miłych słów szybko ulatuje z pamięci.
To nie wada.
To sposób działania naszego mózgu.
Narzekania też się uczymy
Drugim powodem są nasze doświadczenia.
Jeżeli dorastaliśmy w domu, w którym częściej mówiło się o problemach niż o powodach do radości, narzekanie staje się czymś zwyczajnym.
Nie robimy tego świadomie.
Po prostu taki sposób reagowania zapisuje się jako coś naturalnego.
Dla wielu osób narzekanie jest także sposobem nawiązania kontaktu.
Łatwiej rozpocząć rozmowę od słów: „Ale dziś gorąco” niż od pytania: „Co dobrego wydarzyło się u Ciebie?”.
Co daje narzekanie?
Na chwilę może przynieść ulgę.
Kiedy wypowiemy na głos to, co nas złości, czujemy się trochę lżej.
Mamy też poczucie, że ktoś nas rozumie.
I na tym kończą się korzyści.
Co nam odbiera?
Przede wszystkim uwagę.
Bo umysł działa jak reflektor.
To, na co świeci najczęściej, wydaje się największą częścią naszego życia.
Jeżeli każdego dnia skupiamy się głównie na tym, co nie działa, z czasem zaczynamy wierzyć, że całe nasze życie składa się z problemów.
A przecież obok nich dzieje się mnóstwo dobrych rzeczy.
Tylko przestajemy je zauważać.
Nie dlatego, że ich nie ma.
Dlatego, że nie kierujemy na nie uwagi.
Czy narzekanie przyciąga kolejne problemy?
Nie dlatego, że działa jakaś magiczna siła.
Ale dlatego, że nasz mózg zaczyna szukać potwierdzenia tego, w co wierzy.
Jeżeli codziennie powtarzamy: „Nic mi się nie udaje”, bardzo szybko zaczniemy zauważać wszystkie sytuacje, które zdają się to potwierdzać.
Natomiast sukcesy, dobre chwile i życzliwość innych łatwo pominiemy.
Psychologia nazywa to efektem potwierdzenia.
Zauważamy przede wszystkim to, czego się spodziewamy.
Jak przerwać ten nawyk?
Nie chodzi o to, żeby udawać, że wszystko jest w porządku.
Każdy z nas ma prawo do smutku, złości czy rozczarowania.
Różnica polega na tym, żeby nie zatrzymywać się wyłącznie na problemie.
Po zauważeniu trudności warto zadać sobie pytanie:
„Co mimo wszystko jest dziś w porządku?”
To jedno pytanie potrafi zmienić kierunek naszych myśli.
Ćwiczenie na najbliższy tydzień
Przez siedem dni prowadź małą obserwację.
Za każdym razem, kiedy przyłapiesz się na narzekaniu, zatrzymaj się.
Nie oceniaj siebie.
Po prostu zauważ.
Następnie dopowiedz jeszcze jedno zdanie:
„A jednocześnie…”
Na przykład:
„Jest dziś bardzo gorąco… a jednocześnie mam chwilę, żeby odpocząć w cieniu.”
„To był trudny dzień… a jednocześnie spotkałem życzliwą osobę.”
To proste ćwiczenie nie usuwa problemów.
Pomaga jedynie zobaczyć pełniejszy obraz rzeczywistości.
Bo życie nigdy nie składa się wyłącznie z tego, co trudne.
Na zakończenie
Nie chodzi o to, żeby przestać mówić o problemach.
Chodzi o to, żeby nie pozwolić, aby stały się jedynym językiem, którym opisujemy swoje życie.
Czasem wystarczy skierować uwagę odrobinę bardziej w stronę dobra.
Nie po to, żeby zaprzeczać rzeczywistości.
Po to, żeby zobaczyć ją w całości.
Może właśnie od tego zaczyna się spokojniejsza codzienność.